1. Blog wspinaczkowy
  2. Obóz wspinaczkowy nie zastąpi kursu

Obóz wspinaczkowy nie zastąpi dobrego kursu

W ostatnich latach obozy wspinaczkowe przeżywają prawdziwy rozkwit. Coraz więcej ścian wspinaczkowych oraz trenerów organizuje wyjazdy dla swoich sekcji. Kilkudniowy pobyt w skałach to świetna okazja do integracji, zdobywania doświadczenia i przede wszystkim do wspinania się na naturalnej skale. Trudno się dziwić, że zainteresowanie takimi wyjazdami stale rośnie.


Warto jednak pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy – obóz wspinaczkowy nie jest i nigdy nie będzie pełnowartościowym kursem wspinaczkowym. Próba zastąpienia kursu kilkudniowym wyjazdem może prowadzić do poważnych konsekwencji, zarówno dla uczestników, jak i organizatorów.

Piszę ten tekst z pozycji osoby która zorganizowała wiele obozów wspinaczkowych, zarówno w Europie jak i na innych kontynentach – staram się spojrzeć na tę sytuację zarówno jako trener który prowadził sekcje, jak i instruktor wspinania.

obóz wspinaczkowy vs kurs
Kurs wspinaczkowy na Jurze i obóz wspinaczkowy w Tajlandii.

Obóz ma inny cel niż kurs

Zazwyczaj podstawowym zadaniem obozu wspinaczkowego jest stworzenie uczestnikom możliwości wspinania w skałach, zdobywania doświadczenia, rozwijanie techniki wspinaczki skalnej i doskonalenia umiejętności już wcześniej opanowanych. Instruktor podczas obozu pomaga, doradza, pokazuje nowe drogi, koryguje błędy i dba o bezpieczeństwo grupy.

Natomiast celem kursu wspinaczkowego jest systematyczne i kompletne przekazanie wiedzy oraz wypracowanie prawidłowych nawyków aby wspinać się bezpiecznie i poradzić sobie w sytuacjach „awaryjnych”. To dwa zupełnie różne rodzaje szkolenia.

Na obozie po prostu nie ma na to czasu

Program kilkudniowego obozu jest zwykle napięty pod kątem wspinaczkowym. Każdy chce maksymalnie wykorzystać czas, jednocześnie osiągając wyniki w postaci konkretnych przejść czy robiąc „życiówki”.

W takich warunkach nie sposób przeprowadzić pełnego szkolenia od podstaw. Nauka poprawnej asekuracji, węzłów, budowania stanowisk, procedur czy rozwiązywania sytuacji awaryjnych wymaga wielu godzin ćwiczeń, wielokrotnych powtórzeń i indywidualnej pracy z kursantem.

Nie da się tego zrobić „przy okazji” wspinania.

Liczebność grupy ma ogromne znaczenie

Jedną z największych różnic pomiędzy kursem a obozem jest liczba uczestników przypadających na instruktora.

Na dobrze prowadzonych kursach skałkowych grupy liczą zwykle maksymalnie cztery osoby. Dzięki temu instruktor może obserwować każdego uczestnika praktycznie przez cały czas, wychwytywać błędy i natychmiast je korygować.

Na obozach wspinaczkowych grupy są zazwyczaj znacznie większe. Nierzadko jeden instruktor opiekuje się kilkunastoma uczestnikami rozproszonymi na różnych drogach.

Przy takich proporcjach nie ma fizycznej możliwości, aby dokładnie kontrolować sposób asekuracji każdej osoby czy wielokrotnie ćwiczyć z nią wszystkie procedury bezpieczeństwa.

Bezpieczeństwo nie znosi kompromisów

Największy problem pojawia się wtedy, gdy na obóz trafiają osoby, które nie posiadają podstawowych umiejętności.

Jeżeli uczestnik nie potrafi poprawnie asekurować partnera, właściwie zawiązać liny, wykonać kontrolę partnerską czy bezpiecznie opuścić wspinacza, stwarza zagrożenie nie tylko dla siebie. Ryzykuje również zdrowiem swojego partnera oraz innych osób przebywających w rejonie wspinaczkowym.

Dla organizatora oznacza to znacznie większą odpowiedzialność. Instruktor zamiast prowadzić zajęcia dla całej grupy musi nieustannie pilnować podstawowych czynności wykonywanych przez początkujących. W praktyce obniża to poziom szkolenia wszystkich uczestników i zwiększa ryzyko popełnienia błędów.

Największym zagrożeniem jest złudne poczucie kompetencji

Paradoksalnie największym problemem nie jest nawet brak wiedzy, lecz przekonanie, że tej wiedzy już wystarczy.

Po kilku dniach intensywnego wspinania uczestnik może odnieść wrażenie, że poznał wszystko, co jest potrzebne do samodzielnego działania w skałach. W końcu wspinał się na wielu drogach, asekurował partnera i spędził wiele godzin z instruktorem.

Jednak uczestnictwo w obozie nie oznacza automatycznie przejścia pełnego procesu szkoleniowego.

Nie wszystkie zagadnienia mogły zostać omówione. Nie wszystkie procedury zostały przećwiczone wielokrotnie. Nie wszystkie błędy zostały zauważone i wyeliminowane.

Takie poczucie pewności siebie, niepoparte solidnymi podstawami, bywa znacznie bardziej niebezpieczne niż świadomość własnych braków.

Dobry kurs buduje prawidłowe nawyki

Dobry kurs wspinaczkowy jest zaplanowany tak, aby uczestnik stopniowo zdobywał wiedzę i praktyczne umiejętności.

Instruktor ma czas na:

  • wielokrotne ćwiczenie asekuracji,
  • korygowanie każdego błędu,
  • naukę poprawnych procedur bezpieczeństwa,
  • wyjaśnienie dlaczego wykonuje się określone czynności,
  • sprawdzenie, czy kursant rzeczywiście opanował materiał.

Najważniejsze jest jednak budowanie właściwych nawyków. We wspinaniu większość czynności związanych z bezpieczeństwem powinna być wykonywana automatycznie, bez zastanawiania się. Tego nie da się nauczyć w pośpiechu.

Obóz i kurs doskonale się uzupełniają

Nie oznacza to oczywiście, że obozy wspinaczkowe są złym pomysłem. Wręcz przeciwnie.

Dla osób, które wcześniej ukończyły dobry kurs, obóz jest doskonałą okazją do zdobywania doświadczenia, poznawania nowych rejonów wspinaczkowych, konsultowania techniki z instruktorem oraz wspinania w gronie ludzi o podobnej pasji.

Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy próbuje się zastąpić solidne szkolenie kilkudniowym wyjazdem.

Idealny układ? Najpierw kurs, później obóz

We wspinaniu nie warto iść na skróty. Kilka dni spędzonych w skałach może dostarczyć mnóstwa emocji i cennego doświadczenia, ale nie zastąpi dobrze przeprowadzonego kursu.

Jeżeli ktoś chce wspinać się samodzielnie i przede wszystkim bezpiecznie, powinien najpierw zdobyć solidne podstawy pod okiem instruktora pracującego z niewielką grupą kursantów. Dopiero później warto wyjechać na obóz, gdzie można rozwijać umiejętności, zbierać doświadczenie i po prostu cieszyć się wspinaniem.

Jeżeli jednak obóz lub wyjazd sekcyjny był pierwszym doświadczeniem ze skałami, dobrze aby początkujący wspinacz nie nabrał przeświadczenia, że nauczył się tam wszystkiego co niezbędne do bezpiecznego samodzielnego wspinania w skałach – bo najprawdopodobniej tak nie było. Wielu uczestników po prostu nie wie jak obszerną ilość materiału zawiera program dobrego kursu skałkowego oraz ile nieprzewidzianych sytuacji może wydarzyć się podczas wspinania.

Marcin Kraszewski
Marcin Kraszewski
Instruktor Wspinaczki Skalnej PZA, Trener Wspinaczki Sportowej PZA, Instruktor Sportu o spec. Wspinaczka Sportowa, ekiper i wspinacz z 25-letnim doświadczeniem.